We wtorek czas przyjemnościowy był więc obiad rano zrobiliśmy i pojechaliśmy do babci na cały dzionek. No nie na cały bo było południe jak zajechaliśmy.
Adaś obierał z babcią ziemniaki. Pięknie mu szło,oparł ziemniaka o klatę i obieraczką go obierał. Do ogródka chodził, pomidorki zrywać, serduszka mi wycinał z papieru. Nawet nie chciał żeby mu bajki włączyć. Obiecałam że pójdziemy na Orlika i popołudniu zaszliśmy z ciocią. Adaś na widok aparatu zwiewał ale i tak kilka zdjęć mam.
Wracać oczywiście nie chciał, ale trochę się wybiegał. W domku mi naszyjnik zrobił z jarzębiny. Pilnie i w skupieniu siedział, robił. Jak się ukłuł nawet łezki nie uronił. Dla mamusi zawsze robi, zrywa kwiaty czy inne chwasty. Kochany Mój. W końcu zostaliśmy na noc bo ryk że wracać nie chce do domu.
A z Tatą na ryby chodzi. Męczy go z tymi rybami i iść musi. ALE!!
Jeszcze nie dawno wypad na ryby był nie znośny z Adamem. Brał wędki, krzyczał, biegał. a teraz?
Siedzi, zakłada robaki, z Tatą zarzuca wędkę i czuwa. Gdy spławik drgnie, zaciąga i wyciąga rybę! SAM!
Ściąga ją z haczyka, wrzuca do siatki a potem Mama musi obierać. On też pomaga, chodź obawa o palce zwycięża. Wczoraj złapał sam 2 rybki. Jak to się nazywa te uczucie takie? Duma?
DUMA! Rozpiera gdy widzę tę cierpliwość, precyzję, delikatność, zdecydowanie. Coś cudownego. Załapał bakcyla wędkarskiego haha.
A żeby nie było tak lila-róż to odciska mam. Pod fakiufowym paluchem. Ale jako "ja kobieta pracująca jestem, żadnej pracy się nie boi" to umieszałam beton na taczce razy 5. W samym skwarku mieszałam łopatą, a Adam pluskał się w beczce. Woda do cementu była gotowa a ten się chlapał z 20 min. Usta fioletowe miał. A w tej beczce to szczury były, szczurzyca, rekiny i cholera (ups!) wie co jeszcze!
Jakiś dziwny kolor włosów mu wyszedł na zdjęciach.
A dziś znów skwar i ruszać się nie chce. Tylko kocing lub hamaking ;)
Udanej niedzieli!

0 opinii:
Prześlij komentarz